Czy mogę bezpiecznie odroczyć staranie o dziecko? Sprawdź to badając swoją płodność!

Czy odkładać macierzyństwo?

Młodzi ludzie stają w obliczu szeregu zmian kulturowych i cywilizacyjnych. Na pierwszy plan wysuwa się kariera zawodowa, połączona z dłuższą niż kiedyś edukacją.

Studia, które niegdyś dla wielu były wierzchołkiem góry lodowej, dziś są wyłącznie bazą do dalszej, ciągłej edukacji. Pragniemy najpierw ustabilizować swoją sytuację materialną, przeżyć kilka lat tylko we dwoje, by dopiero wówczas podjąć decyzję o macierzyństwie. Czy jednak faktycznie wszystko jest wyłącznie kwestią naszych woli i decyzji? Czy wewnętrzny głos, który szepcze „mamy jeszcze czas”, aby na pewno ma rację?

Polki coraz później decydują się na posiadanie pierwszego dziecka. Jeszcze 10 lat temu rodziły je w wieku 24 lat, a obecnie średnia wynosi 29 lat. Na tle Europy, gdzie owa średnia plasuje się powyżej 30 roku życia, to i tak wciąż niezły wynik. Jednocześnie mamy coraz szerszy dostęp do produktów i usług, które pomagają nam „zachować młodość”. Przestrzegamy diet, ćwiczymy, częściej wypoczywamy. Czy w związku z tym potrafimy już oszukać nasz zegar biologiczny?

Płodność u zdrowej kobiety utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie do ok. 35 roku życia. Potem, niezależnie od trybu życia, kondycji fizycznej czy ilości zmarszczek, płodność zaczyna spadać. Kobieta przechodzi coraz więcej cykli bezowulacyjnych, a w cyklach owulacyjnych komórka jajowa może być już niższej jakości i częściej nie posiada zdolności do zapłodnienia. Niestety zegar biologiczny pozostaje nieubłagany i choć nadal kobieta czuje się i wygląda młodo, jajniki starzeją się. Aby to zobrazować warto sięgnąć po dane statystyczne. Płodność kobiety do 35 roku życia utrzymuje się na poziomie 75%, kobiety w wieku 40-45 lat mają 5-10% szans na naturalne zajście w ciążę, a po 45 roku życia szansa ta spada nawet do 1% – tłumaczy dr n. med. Wojciech Kolawa, ginekolog-położnik zajmujący się leczeniem niepłodności w Centrum Medycznym Macierzyństwo.

Jednym z parametrów, który określa kobiecą płodność jest tzw. rezerwa jajnikowa. Terminem tym określa się ilość pęcherzyków, które dają początek komórkom jajowym. Każda dziewczynka przychodząc na świat ma określoną pulę przyszłych komórek jajowych, których ilość zmniejsza się wraz z wiekiem. Kiedy pula komórek jajowych się wyczerpie, kobieta wkracza w okres menopauzy.

W jaki sposób zatem sprawdzić, na jakim poziomie jest nasza rezerwa jajnikowa? Z pomocą przychodzi nam badanie poziomu hormonu AMH, połączone z USG i precyzyjnym wywiadem lekarskim. Podczas badania ultrasonograficznego lekarz oceni stan i kondycję kobiecych narządów rodnych oraz może również zauważyć ewentualne zmiany wskazujące na endometriozę.

Choroby tej nie należy bagatelizować, bo oprócz tego, że jest bolesna, dodatkowo może wpłynąć właśnie na obniżenie rezerwy jajnikowej – wyjaśnia dr Kolawa.

Badanie poziomu AMH wykonywane jest z krwi, a bezpośrednio na jego wynik mogą oddziaływać także zabiegi wykonane na jajnikach oraz choroby autoimmunologiczne. Szanujący się specjalista, oglądając nasze wyniki, nie powie wprost, ile jeszcze lat możemy poczekać z decyzją o posiadaniu potomka. Z pewnością wypowie się jednak, czy nasz zegar biologiczny na to pozwala, czy też mamy rychło brać sprawy w swoje ręce, by nie było za późno.

Czy istnieją „wiecznie młode” komórki jajowe?

W tzw. „prasie kolorowej” coraz częściej czytamy o gwiazdach, które ze względu na swoją pracę i karierę – czytaj planowane późne macierzyństwo – zamrażają swoje komórki jajowe. Czy faktycznie dzięki temu zyskują one gwarancję przedłużenia swej płodności?

Jeśli pobierzemy komórkę jajową od 25 latki, zamrozimy ją na 10 lat i podamy 35 letniej kobiecie, jakość komórki jajowej będzie tak wysoka, jak u 25 letniej kobiety. Mimo to nie należy odwlekać ciąży w nieskończoność. Choć zamrożona komórka jajowa się nie starzeje, procesom biologicznym podlega cała reszta organizmu, która przecież również ma wpływ na przebieg ciąży – tłumaczy dr n. med. Wojciech Kolawa z Centrum Medycznego Macierzyństwo.

Jako onkolog zajmujący się leczeniem niepłodności tym bardziej doceniam witryfikację (mrożenie) komórek jajowych, a nawet fragmentów tkanki jajnikowej, bo umożliwiają one zachowanie płodność także u pacjentek, które przeszły chorobę nowotworową i z tego powodu musiały odroczyć macierzyństwo – dodaje dr Kolawa.

Męski aspekt sprawy

Wiek mężczyzn ma znikomy wpływ na ich zdolność do posiadania potomstwa. Znane są udokumentowane przypadki, w których szczęśliwymi ojcami zostali panowie po 70 roku życia. Nie oznacza to jednak, że mężczyzna jest zawsze płodny. Wiele zależy tu bowiem od kondycji jego plemników, a te wbrew pozorom, poddawane są działaniu naprawdę wielu czynników.

Największy procent problemów z płodnością moich pacjentów wynika z przegrzania jąder. Co ciekawe, dawniej problem ten dotyczył głównie mężczyzn pracujących przy piecach fabrycznych, w kopalniach czy będących zawodowymi kierowcami. Dziś jądra przegrzewają głównie mężczyźni, którzy mają siedzący tryb pracy (programiści, pracownicy biurowi, architekci, księgowi) – wyjaśnia dr n. med. Leszek Bergier, androlog zajmujący się leczeniem niepłodności mężczyzn w Centrum Medycznym Macierzyństwo.

Aby ocenić męską płodność należy wykonać seminogram – badanie nasienia. Pozwala on ocenić jakość, ilość i ruchliwość plemników. O ile w przypadku kobiety mamy do czynienia z równią pochyłą – bo tak brutalnie można określić proces starzenia się jajników, o tyle panowie są w nieco lepszej sytuacji. Wynik badania mężczyzna jest w stanie stosunkowo szybko poprawić dzięki wytycznym lekarza – zmianę parametrów nasienia możemy zaobserwować już po 3-4 miesiącach.

Warto w codziennych nawykach uwzględnić sport – świetnym rozwiązaniem jest pływanie, bo nie tylko doskonale poprawia krążenie, ale także nie powoduje przegrzewania jąder. Jeżeli mężczyzna ma siedzącą pracę, powinien bezwzględnie co godzinę robić przerwę, wstać, przejść się choćby po wodę. Należy zrezygnować z siedzenia w pozycji „noga na nogę”, wizyt w saunie, unikać gorących kąpieli. – wylicza dr Bergier.

Na przestrzeni kilku ostatnich lat obniżyła się jakość nasienia badanych mężczyzn. Jeszcze 4 lata temu WHO podawała, że w próbce ejakulatu plemniki o prawidłowej budowie powinny stanowić 14%. Dziś normą jest zaledwie 4% prawidłowego nasienia w próbce! Obniżono również szereg norm odnośnie ruchliwości plemników i ich ilości w ejakulacie.

Czy grozi nam zatem epidemia niepłodności? Czy powinniśmy jak najszybciej decydować się na dziecko? Doktor Leszek Bergier uspakaja, że 4% nasienia o prawidłowej budowie, to ok. 1,6 miliona zdrowych plemników w jednym ejakulacie, czyli nadal bardzo dużo. Mimo to zachęca do wykonania opisanych wyżej badań, dzięki którym pary właściwie zaplanują starania o dziecko. Warto również pamiętać, że sam ten proces jest nieprzewidywalny i może niekiedy dłużej potrwać. Nie należy wpadać w panikę, jeśli po pierwszym miesiącu nie zobaczy się dwóch kresek na teście ciążowym – na jeden cykl przypada średnio 11% szans na zajście w ciążę. Statystyki te są wynikiem naszych biologicznych uwarunkowań i w żadnej mierze nie powinny nas niepokoić.

Chcecie zbadać swoją płodność?

Centrum Medyczne Macierzyństwo przygotowało dedykowane pakiety badań – dla kobiet i mężczyzn – dzięki którym można sprawdzić swoją płodność. Diagnostyka pozwala ocenić m.in. aktualną rezerwę jajnikową kobiety oraz ilość i jakość plemników w nasieniu mężczyzny.

Szczegóły na stronie: Warto zbadać swoją płodność »

Ile masz czasu by zostać rodzicem?